wtorek, 28 lipca 2015

RECENZJA: glinka biała

Cześć! Dawno nie pojawiła się na moim blogu żadna recenzja, dlatego dziś postanowiłam nadrobić zaległości i opowiedzieć Wam o produkcie, który w swojej kosmetyczce mam już dość długo - glince białej. Zapraszam!


Zacznijmy od informacji technicznych. Na pewno zastanawiacie się dlaczego oglądacie zdjęcie słoika koncentratu pomidorowego. A to dlatego, że właśnie w nim moją glinkę trzymam, sprawdza się to dla mnie idealnie, nic się nie wysypuje, wielkość słoiczka też jest odpowiednia. Glinkę kupiłam w Ogranique, niestety nie zrobiłam zdjęcia oryginalnego opakowania, ale zapakowana była w nieduży przezroczysty woreczek. Ceny niestety też nie pamiętam, na stronie 200ml kosztuje 21,90zł. Link do sklepu: <klik>

Opis producenta: Bardzo delikatna biała glinka kaolinowa o lekkiej i jedwabistej konsystencji. Ten rodzaj glinki zalecany jest szczególnie dla cer suchych, wrażliwych, podatnych na podrażnienia, a także dla cery dojrzałej. Dzięki zawartości glinu skutecznie ściąga pory i wchłania nadmiar sebum, dlatego polecana jest również dla cery tłustej i mieszanej. Ma łagodne działanie, usuwa zanieczyszczenia, wygładza i uelastycznia. Charakteryzuje się działaniem lekko rozjaśniającym. Glinka biała zawiera szereg mikroelementów, takich jak: krzem, potas, wapń, sód, żelazo, magnez. Można ją stosować do tworzenia masek, kremów i kąpieli. Działanie: oczyszczające, remineralizujące, rozjaśniające, wygładzające, uelastyczniające, matujące.


Glinka ma postać sypką, drobnego białego proszku. Ja używam jej jako maski, łączę ją z wodą i rozprowadzam na twarz. Po jakimś czasie maska zastyga, można ją wtedy tak zostawić lub spryskiwać wodą termalną, żeby nie czuć nieprzyjemnego ściągnięcia. Ja jednak zazwyczaj tego nie robię, trzymam glinkę na twarzy około 15 min i zmywam wodą.


Tak wygląda glinka po zmieszaniu z wodą. Jeżeli chodzi o działanie, to prawie w 100% zgadzam się z opisem producenta. Pierwszy raz poleciła mi ją pani w sklepie, powiedziała, że mniej wysusza niż glinka zielona. Nie wiem, bo tak polubiłam się z tą, że zielonej nigdy nie kupiłam. Po jej użyciu lekkie ściągnięcie jest na twarzy odczuwalne, ale nie jest to przesuszenie, a skóra wydaje się bardzo czysta. Pomaga też w pozbyciu się gródek na twarzy i martwego naskórka. Jeżeli makijaż zaczyna mi się rolować, czuję, że moja cera nie jest gładka, zawsze używam tej glinki. Niestety zaobserwowałam, że na początku działała lepiej niż teraz. Może być to kwestia tego, że moja skóra się do niej przyzwyczaiła i że czas zrobić sobie przerwę. 


Jeżeli chodzi o działanie rozjaśniające, które obiecuje producent, nie zaobserwowałam go. Zupełnie nie wpływa na koloryt mojej skóry, tylko ją oczyszcza. Matować matuje, ale tylko jeżeli po zrobieniu takiej maseczki nie nałożymy kremu, co jednak jak dla mnie jest niemożliwe, 

Podsumowując, bardzo polecam ten produkt osobom, które szukają maski oczyszczającej, która nie wysuszy im twarzy. Co do bajerów w postaci matowania, czy rozjaśniania nie przesadzałabym. Jak dla mnie jest to świetny produkt oczyszczający i tyle, nie mniej jednak bardzo go lubię :).
Jeżeli miałyście białą glinkę, koniecznie dajcie znać w komentarzach jak Wam się sprawdziła. Napiszcie też o innych glikach jakich używałyście, bo niedługo chyba rozejrzę się za czymś nowym, żeby na jakiś czas glinkę białą zastąpić.

niedziela, 19 lipca 2015

Małe zakupy z ostatnich tygodni :)

Cześć! W ostatnim czasie nie robiłam dużo zakupów, jednak kilka fajnych produktów w moje ręce wpadło i dlatego postanowiłam mimo wszystko Wam je już pokazać. Mam nadzieję, że post Wam się spodoba i może coś ciekawego dla siebie podpatrzycie :).


Zacznijmy od kolorówki. Mam tylko dwa kosmetyki do makijażu i to tylko dlatego, że dostałam je na prezent. Pierwszy z nich to błyszczyk z Miss Sporty Hollywood Forever w kolorze 188 Kiss Intention a drugi to lakier do paznokci również z Miss Sporty z serii Lasting Colour Maxi Brush w kolorze 390. Nie używałam ich jeszcze, ale na pierwszy rzut oka kolory mają bardzo ładne. Oba są różowe, wpadają trochę w malinę.


W poście z gazetką z biedronki pisałam Wam, że kilka produktów mam zamiar sobie kupić. Wybrałam trzy maseczki do włosów z Biovaxu, już dawno chciałam je przetestować i pomyślałam, że skoro są w takich malutkich saszetkach mogę od razu wypróbować kilka i wyrobić sobie na ich temat opinię. Kupiłam wersję z naturalnymi olejami, z keratyną i jedwabiem oraz do włosów suchych i zniszczonych. Na pewno zrobię recenzję porównawczą tych produktów i wtedy napiszę o nich więcej.


Również w biedronce kupiłam mój ulubiony płyn micelarny 3w1 do skóry wrażliwej z Garniera. Był tańszy, więc postanowiłam zrobić sobie zapas. Na blogu jest już jego recenzja, jeśli jesteście zainteresowane to klikajcie: <recenzja>. Ostatnim produktem w tych małych zakupach jest mydło oliwkowe, które ciocia przywiozła mi z Grecji. Jestem go bardzo ciekawa, również jeszcze nie używałam, dlatego nie mogę za dużo na jego temat powiedzieć. Zastanawiam się czy mogę myć nim również twarz, a nie znam się na składach, także tu prośba do Was: jeżeli wiecie czy nadaje się do używania do twarzy dajcie koniecznie znać w komentarzach. Poniżej wrzucam jego skład:


To już wszystkie kosmetyki jakie kupiłam w ostatnim czasie, jak widzicie nie ma tego dużo. Mam nadzieję, że post Wam się spodobał, zachęcam do obserwowania mojego bloga i komentowania :). Dajcie znać, czy miałyście któryś z tych produktów i co na ich temat sądzicie. 

niedziela, 12 lipca 2015

Moja wakacyjna kosmetyczka cz. 2 KOLORÓWKA

Cześć! Wiem, wiem, opuściłam tydzień i w zeszłą niedzielę nic się na moim blogu nie pojawiło. Na wstępie chcę Was za to przeprosić. Złapała mnie choroba i mimo że zdjęcia były już dawno zrobione nie dałam rady nic sensownego napisać a nie chciałam wrzucać notki, która byłaby słaba czy napisana od niechcenia. Już czuję się lepiej i jestem w stanie poopowiadać Wam o mojej wakacyjnej kosmetyczce, tym razem makijażowej, Jeśli nie widzieliście części o kosmetykach pielęgnacyjnych, jakie zabieram ze sobą na wakacje zapraszam tu: <klik>.


Jeśli chodzi o mnie to na wyjazdach nie lubię się mocno malować. Czasem rezygnuję z makijażu w ogóle, najczęściej jednak nakładam podkład, puder i maluję brwi. Spokojnie przeżyłabym zabierając ze sobą tylko te trzy produkty, jednak nigdy nie wiadomo czy któregoś dnia nie zechcę wyglądać lepiej, dlatego też, kosmetyków w mojej kosmetyczce jest o wiele więcej. Staram się jednak nie przesadzać i nie zabierać rzeczy, których wiem, że nie użyję.Większość produktów, które pakuję to moi ulubieńcy, produkty sprawdzone i zaufane. O wielu pisałam już w mistrzach makijażu dziennego: <klik>, więc nie będę znów się nad nimi rozwodzić. Jeżeli jesteście zainteresowane którymś kosmetykiem, a nie napiszę o nim w tej notce to znaczy, że pojawił się w moich mistrzach, więc kliknijcie sobie i tam poczytajcie, jaką mam o nim opinię.


Kosmetyczka, w którą pakuję kolorówkę jest z Pepco. Nie jest szczególnie ładna, ale za to spora, mieści wszystko, czego potrzebuję. Pakuję do niej też krem i kilka innych pielęgnacyjnych kosmetyków, żeby zapełnić miejsce :).

A teraz czas na jej zawartość:


- Podkład RIMMEL WAKE ME UP w kolorze 100 Ivory
Korektor EVELINE ART SCENIC
Korektor CATRICE CAMOUFLAGE CREAM w kolorze 010 Ivory


- Puder RIMMEL STAY MATTE
- Gąbki do makijażu - większa z nich jest z Rossmanna i jej używam do nakładania podkładu, mniejszą nakładam puder, do podkładu jest za mała, niestety nie pamiętam gdzie ją kupiłam. Bardzo lubię te gąbki, taka aplikacja kosmetyków pasuję mi najbardziej.


Jeśli chodzi o brwi u mnie królują produkty marki Essence:

ESSENCE EYBROW STYLING SET
 ESSENCE LASH & BROW GEL MASCARA
-  Pędzel ESSENCE - jest bardzo cienki przez co wygodnie aplikuje się nim cień na brwi. Nie jest też drogi, można go dostać w każdej Naturze, więc jak najbardziej polecam.



ARTDECO EYSHADOW BASE
- Paleta cieni SLEEK OH SO SPECIAL - jest to najmniejsza paleta, jaką posiadam, dlatego też wylądowała w wakacyjnej kosmetyczce. Nie mniej jednak, cienie te bardzo lubię, szczególnie perłowe, które są lepiej napigmentowane niż te matowe. Jakość tych cieni jest dobra, jednak gorsza od np. cieni Inglota, bardziej się też osypują. Paleta strasznie szybko się brudzi, co jest na pewno uciążliwe. Szorowałam ją chyba z 15 minut, żeby zrobić dla Was zdjęcie :P.


- Maskara CATRICE THE GIGANT - jeżeli jedziecie nad wodę, czy planujecie kąpać się w basenie to maskara wodoodporna na pewno się przyda, Ja do pływania się nie maluję, jednak czasem zdarza się, że niespodziewanie pójdę na basen i nie mam czym zmyć makijażu, więc dla bezpieczeństwa używam wodoodpornego tuszu :).
- Pędzle W7 - niestety nie znam numerków tych pędzli, były na opakowaniach, które wyrzuciłam. Kupiłam je w Pepco za jakieś śmieszne pieniądze i muszę powiedzieć, że są na prawdę fajne. Przyjemnie się nimi maluje powiekę, nie szczypią, włosie raczej też nie wypada. Jedyny ich minus to to, że klej przy skuwce po jakimś czasie puszcza, jednak da się to z powrotem przykleić, więc dużego problemu nie ma. Większy z tych pędzli jest ścięty na płasko, ja używam go do rozcierania cieni, sprawdza się też do korektora. Mniejszy to typowa kuleczka, którą nakładam cienie.
- Pędzel ESSENCE - jest to taki sam pędzelek, jaki pokazywałam Wam przy brwiach, jednak tego używam do eyelinera. Przez to, że jest cienki sprawdza się do tego celu równie dobrze.
- Pęseta INFINITY - jeżeli się nie mylę można ją kupić w Naturze. Jest to moja ulubiona pęseta. Przez to, że ma małą i cienką końcówkę bardzo dokładnie można z jej pomocą wyregulować brwi.


I na koniec produkty do ust. Nie zabieram ich dużo, jednak staram się, żeby na każdą okazję coś się w mojej kosmetyczce znalazło.
-  Pomadki MAYBELLINE COLOR WHISPER w kolorach: 130 Pink Possibilities i 440 Orange Attitude -  te szminki niestety zostały wycofane, więc nie ma sensu żebym się nad mini rozwodziła, Powiem tylko, że są bardzo kremowe i nawilżające, dlatego bardzo lubię używać ich na wyjazdach, kiedy chcę mieć coś na ustach, ale nie chcę, żeby kolor był zbyt intensywny. Numerek 130 to bardzo ładny dzienny róż, a kolor 440 to z kolei pomarańcz, który dzięki temu, że szminka jest półprzezroczysta nie jest zbyt rzucający się w oczy.
- Szminka w kredce RIMMEL COLOUR RUSH w kolorze  600 On Fire - a teraz zupełne przeciwieństwo szminek z Maybelline, czyli coś intensywnego. Bardzo polubiłam ostatnio pomadki w kredce, wygodnie mi się je aplikuję, a ta czerwień jest idealna kiedy chcę wyglądać trochę lepiej. Wystarczy tusz do rzęs, ten kolor na ustach i wygląda się świetnie.

To już wszystkie kosmetyki kolorowe, jakie zabieram ze sobą, kiedy gdzieś wyjeżdżam. Mam nadzieję, że post Wam się podobał, może pomógł przy pakowaniu. Koniecznie napiszcie mi w komentarzach co Wy pakujecie do wakacyjnych kosmetyczek.

Zapraszam do obserwowania mojego bloga, jeżeli nie chcecie przegapić nowych wpisów :).