niedziela, 16 sierpnia 2015

NOWOŚCI W MOJEJ KOSMETYCZCE

Cześć! Jak wiecie, jestem teraz na wakacjach i ten post pisany był z wyprzedzeniem także z góry przepraszam, że nie odpowiedziałam na komentarze (jeśli jakieś się pojawiły :P) pod poprzednim wpisem. Dziś zapraszam na zakupy, które nie były całkiem planowane, ale kilka rzeczy w drogerii do mojego koszyka wpadło, więc zapraszam do lektury :)


A wszystko zaczęło się od promocji na Etiaxil w Superpharm. Już od jakiegoś czasu chciałam go kupić, bo Bloker z Ziaji przestał na mnie działać, więc gdy zobaczyłam, że kosztuje 18 zł, przeceniony z 50 od razu go wzięłam. Był jednak haczyk, żeby dezodorant był w takiej cenie trzeba było wydać 35 zł. Niestety nie zrobiłam zdjęcia wszystkim produktom, które za te wymagane 35zł kupiłam, bo część była dla mamy. Zaopatrzyłam się również, już w Rossmannie, w dezodorant Stress Protect z Nivei, bo jest to ostatnio mój ulubiony dezodorant, a stary już mi się skończył. Kupiłam też chusteczki do higieny intymnej z Facelle. Są bardzo mocno nasączone płynem i to mi w nich bardzo pasuje.


Pewnie widząc to zdjęcie zastanawiacie się po co mi dwa żele pod prysznic. Już się tłumaczę :). Żel z Isany o zapachu Passions Frucht kupiłam na wakacje, bo jest mały i tani, ale na tyle duży, że na pewno na 10 dni mi starczy. Niestety w żadnym Rossmannie nie znalazłam mojego ulubionego letniego żelu z SunOzon, który pokazywałam Wam w poście o mojej wakacyjnej kosmetyczce. Nie wiem, czy go wycofali, czy po prostu tak szybko został wyprzedany. Jeżeli wiecie coś na ten temat koniecznie dajcie znać. Drugi żel Soraya o zapachu trawy cytrynowej i grejpfruta kupiłam właśnie po to, żeby wydać 35zł w Superpharm i dostać Etiaxil w promocyjnej cenie. 


Kolejnym zakupem jest nowa maskara. Skusiłam się na wodoodporną wersję Lash Sensational z Maybelline. Użyłam jej jeden raz i jak na razie szczoteczka i efekt na rzęsach mi się podoba. Jedyny problem to jej zmycie, co z jednej strony jest minusem, ale z drugiej mam pewność, że jest wodoodporna i mogę ją spokojnie zabrać na wakacje. Kupiłam też czerwoną pomadkę w kredce z Lovely w kolorze 1, której zupełnie nie potrzebowałam, ale chciałam ją kupić, żeby prównać z kredką z Rimmela. Za dużo nie mogę na razie o niej powiedzieć, bo iżyłam jej raz, ale trochę cierpliwości, recenzja porównawcza na pewno wkrótce się pojawi.




A na koniec coś nowego w moich zakupach. Postanowiłam te posty trochę urozmaicić i pokazywać Wam w nich nie tylko kosmetyki. Mam nadzieję, że ten pomysł Wam się spodoba. A w ostatnim czasie kupiłam książkę Colleen Hoover "Hopeless". Słyszałam wiele dobrych opinii i mam nadzieję, że mi również się spodoba. Ostatnią rzeczą w tych  zakupach jest torebka z Mohito w moim ulubionym kolorze tego lata - lawendowym. Z tym zakupem wiąże się całkiem ciekawa historia, a mianowicie w moim mieście otworzyli nowy outlet, w którym między innymi jest Mohito. Już jak poszłam tam pierwszy raz to spodobała mi się ta torebka ale kosztowała chyba 60zł, więc stwierdziłam, że jak na małą torebkę, której nie będę nosić codziennie to szkoda mi kasy. Potem chodziłam koło niej jeszcze kilka razy i jak kosztowała 40zł postanowiłam pojechać i ją kupić. Jak zajechałam to w Mohito było jeszcze -40%, więc ostatecznie zapłaciłam za nią 24zł. Jedyny jej minus to zatrzask, który łatwo się odpina. Wybrałam wgzemplarz z najlepszym ale i tak bardzo mocno trEba zatrzasnąć żeby się sama nie otwierała.

To już wszystko w dzisiejszym poście, niestety kilka zdjęć z kosmetykami mi zaginęło, ale postaram się pamiętać i dodać je do następnych zakupów. Mam nadzieję, że wpis Wam się spodobał i zapraszam na kolejne:)

niedziela, 9 sierpnia 2015

RECENZJA - Szampon oczyszczający z wodą z lodowca Balea

Cześć! Bardzo się cieszę, że w końcu mogę zrobić tą recenzję, bo na ten szampon czaiłam się już baardzo długo. Niestety nigdy w Niemczech nie byłam, a jakoś nie zabrałam się do zamawiania go przez internet. Szukałam go w DM na Słowacji, jednak chyba go tam nie mają :(. W końcu w Czechach udało mi się go kupić i mogłam go przetestować. Jeej! :)
A mowa tu oczywiście o szamponie oczyszczającym z Balea.


Opis producenta: Łagodny szampon do codziennej pielęgnacji włosów i skóry głowy. Wspomaga usuwanie pozostałości po stylizacji włosów. Odświeża i rewitalizuje włosy oraz skórę głowy. Zawiera formułę antystatyczną oraz przeciw nadmiernemu przetłuszczaniu się. Neutralne pH, produkt wegański, przebadany dermatologicznie, bez silikonu.

Zacznijmy od tego, że mam włosy bardzo szybko się przetłuszczające i właśnie dlatego tak bardzo chciałam wypróbować ten szampon. Wiele osób mówiło, że dzięki niemu mogą nie myć włosów tak często i miałam nadzieję, że u mnie też tak będzie. 


Szampon zamknięty jest w tubce o pojemności 250 ml. Opakowanie jest bardzo miękkie, jednak nie do końca wygodne. Produkt nie wyciska się równomiernie od góry (mam nadzieję, że rozumiecie o czym mówię) tylko zostaje w opakowaniu, co na koniec na pewno będzie trudno wygrzebać. Wieczko też nie jest do końca szczelne, szampon wylewa się na zakrętkę. Uważam jednak, że takie wady są w pewien sposób uzasadnione, ponieważ produkt jest bardzo tani. Kupiłam go dawno, ale z tego co pamiętam w przeliczeniu kosztował około 5zł.


Jeśli chodzi o nadzieje jakie wobec niego miałam to nie całkiem im sprostał. Owszem, jest to najlepszy szampon oczyszczający jaki kiedykolwiek miałam, jednak nadal nie utrzymuje moich włosów świeżych tak długo jakbym chciała. Drugiego dnia są już delikatnie tłuste, choć nie zawsze i nie wiem od czego to zależy. Nie mniej jednak suchy szampon nadal pozostaje moim przyjacielem. Jeżeli chodzi o szampon z Balea to daję mu 7/10 i myślę, że jeśli jeszcze kiedyś będę miała szansę kupić go stacjonarnie to na pewno to zrobię, bo mimo że nie jest idealny to jest najlepszym szamponem jakiego do tej pory używałam. Stosunek ceny do jakości jest moim zdaniem również bardzo zachęcający, więc ostatecznie polecam wam wypróbowanie tego produktu. Dla osób, których włosy nie przetłuszczają się tak szybko jak moje będzie myślę idealny. :)

Skład dla zainteresowanych:>.

Dzięki mentolowi w składzie po umyciu pozostawia przyjemny chłód na skórze głowy co latem zdecydowanie jest plusem jednak zastanawiam się czy zimą nie będzie przeszkadzało.

To już wszystko w dzisiejszym poście, mam nadzieję, że recenzja Wam się podobała. Jeżeli czytacie ją w niedzielę 9.08., czyli wtedy kiedy powinna się pojawić to znaczy, że udało mi się zaplanować publikację wpisu i wszystko zadziałało. Jestem teraz na wakacjach i zupełnie nie mam dostępu do internetu, także na komentarze odpowiem jak wrócę, czyli pod koniec miesiąca. Życzę Wam miłego dnia, a jeżeli nie chcecie przegapić kolejnego wpisu (który również przygotowany jest na przód i jeśli wszystko dobrze pójdzie pojawi się za tydzień) zachęcam do zaobserwowania mojego bloga :)

niedziela, 2 sierpnia 2015

DENKO - lipiec 2015

Cześć! Jak zapewne widzicie po tytule postu, dzisiaj przychodzę do Was z denkiem. W lipcu udało mi się zużyć trochę kosmetyków, więc postanowiłam je Wam pokazać i trochę o nich opowiedzieć.
Zdecydowałam się też wprowadzić oznaczenia kolorystycznie produktów, żeby łatwiej Wam było zorientować się czy produkt jest wart uwagi. Oto one:

zielony - na pewno kupię ponownie. Wielki ulubieniec!
żółty - produkt dobry, ale nie rewelacyjny. Możliwe, że kupię ponownie
pomarańczowy - średniak, ani dobry ani zły produkt. Raczej nie kupię ponownie, choć krzywdy mi nie zrobił.
czerwony - totalny bubel. Na pewno nie kupię ponownie.


- MATUJĄCY KREM NAWILŻAJĄCY NA DZIEŃ NIVEA - recenzja: <klik>
- KOREKTOR ART SCENIC EVELINE - nie wiem  co napisać o tym korektorze. Kupiłam go ponownie, jednak nie jest to mój ideał. Krycie ma całkiem niezłe, ale nie idealne dla mnie, jest niedrogi i myślę, że właśnie dlatego do niego wracam. Ładnie się rozprowadza, nie wysusza, nie wchodzi w zmarszczki mimiczne. Jedyne co, to mógłby odrobinę lepiej kryć.
- KREM CC BELL w kolorze 020 Nude - nie jest to podkład moich marzeń. Kupiłam go mając nadzieję, że jest to ten sam krem, który był kiedyś dostępny w biedronce. Niestety się rozczarowałam, ma bardzo małe krycie. Zużyłam go, bo lubię czasem nałożyć na twarz coś lekkiego, żeby jej nie obciążać. Nie wysuszał cery, miał ładny kolor, jednak raczej ponownie się na niego nie skuszę.


- MGIEŁKA CHŁODZĄCA BEAUTY FORMULAS - produkt bardzo fajny, może nie niezbędny, ale zawsze lubię mieć go w swojej kosmetyczce. Mgiełki używam do moczenia gąbek do nakładania podkładu, zabieram ją też na wyjazdy w celu odświeżenia, na przykład na plaży.
- PŁYN MICELARNY 3W1 GARNIER - recenzja: <klik>


- SUCHY SZAMPON BATISTE wersja Medium&Brunette - recencja: <klik>
- ODŻYWKA DO WŁOSÓW NIVEA wersja Intense Repair - ciężko wypowiedzieć mi się o tej odżywce, bo z jednej strony jest niedroga i całkiem niezła, a z drugiej nie zachwyciła mnie. Na pewno kupię ją jeszcze kiedyś ze względu na jej niską cenę.

To tyle w dzisiejszym denku, kilka produktów udało mi się w tym miesiącu zużyć, większość z nich podobała mi się. Napiszcie czy miałyście któryś z tych produktów i jakie inne korektory i odżywki polecacie :).
Dajcie też znać czy podoba Wam się taka forma denek, gdzie kolorami oznaczam który produkt przypał mi do gustu, a który nie.

Jeżeli post Wam się spodobał i nie chcecie przegapić kolejnych koniecznie zaobserwujcie tego bloga :).