niedziela, 16 sierpnia 2015

NOWOŚCI W MOJEJ KOSMETYCZCE

Cześć! Jak wiecie, jestem teraz na wakacjach i ten post pisany był z wyprzedzeniem także z góry przepraszam, że nie odpowiedziałam na komentarze (jeśli jakieś się pojawiły :P) pod poprzednim wpisem. Dziś zapraszam na zakupy, które nie były całkiem planowane, ale kilka rzeczy w drogerii do mojego koszyka wpadło, więc zapraszam do lektury :)


A wszystko zaczęło się od promocji na Etiaxil w Superpharm. Już od jakiegoś czasu chciałam go kupić, bo Bloker z Ziaji przestał na mnie działać, więc gdy zobaczyłam, że kosztuje 18 zł, przeceniony z 50 od razu go wzięłam. Był jednak haczyk, żeby dezodorant był w takiej cenie trzeba było wydać 35 zł. Niestety nie zrobiłam zdjęcia wszystkim produktom, które za te wymagane 35zł kupiłam, bo część była dla mamy. Zaopatrzyłam się również, już w Rossmannie, w dezodorant Stress Protect z Nivei, bo jest to ostatnio mój ulubiony dezodorant, a stary już mi się skończył. Kupiłam też chusteczki do higieny intymnej z Facelle. Są bardzo mocno nasączone płynem i to mi w nich bardzo pasuje.


Pewnie widząc to zdjęcie zastanawiacie się po co mi dwa żele pod prysznic. Już się tłumaczę :). Żel z Isany o zapachu Passions Frucht kupiłam na wakacje, bo jest mały i tani, ale na tyle duży, że na pewno na 10 dni mi starczy. Niestety w żadnym Rossmannie nie znalazłam mojego ulubionego letniego żelu z SunOzon, który pokazywałam Wam w poście o mojej wakacyjnej kosmetyczce. Nie wiem, czy go wycofali, czy po prostu tak szybko został wyprzedany. Jeżeli wiecie coś na ten temat koniecznie dajcie znać. Drugi żel Soraya o zapachu trawy cytrynowej i grejpfruta kupiłam właśnie po to, żeby wydać 35zł w Superpharm i dostać Etiaxil w promocyjnej cenie. 


Kolejnym zakupem jest nowa maskara. Skusiłam się na wodoodporną wersję Lash Sensational z Maybelline. Użyłam jej jeden raz i jak na razie szczoteczka i efekt na rzęsach mi się podoba. Jedyny problem to jej zmycie, co z jednej strony jest minusem, ale z drugiej mam pewność, że jest wodoodporna i mogę ją spokojnie zabrać na wakacje. Kupiłam też czerwoną pomadkę w kredce z Lovely w kolorze 1, której zupełnie nie potrzebowałam, ale chciałam ją kupić, żeby prównać z kredką z Rimmela. Za dużo nie mogę na razie o niej powiedzieć, bo iżyłam jej raz, ale trochę cierpliwości, recenzja porównawcza na pewno wkrótce się pojawi.




A na koniec coś nowego w moich zakupach. Postanowiłam te posty trochę urozmaicić i pokazywać Wam w nich nie tylko kosmetyki. Mam nadzieję, że ten pomysł Wam się spodoba. A w ostatnim czasie kupiłam książkę Colleen Hoover "Hopeless". Słyszałam wiele dobrych opinii i mam nadzieję, że mi również się spodoba. Ostatnią rzeczą w tych  zakupach jest torebka z Mohito w moim ulubionym kolorze tego lata - lawendowym. Z tym zakupem wiąże się całkiem ciekawa historia, a mianowicie w moim mieście otworzyli nowy outlet, w którym między innymi jest Mohito. Już jak poszłam tam pierwszy raz to spodobała mi się ta torebka ale kosztowała chyba 60zł, więc stwierdziłam, że jak na małą torebkę, której nie będę nosić codziennie to szkoda mi kasy. Potem chodziłam koło niej jeszcze kilka razy i jak kosztowała 40zł postanowiłam pojechać i ją kupić. Jak zajechałam to w Mohito było jeszcze -40%, więc ostatecznie zapłaciłam za nią 24zł. Jedyny jej minus to zatrzask, który łatwo się odpina. Wybrałam wgzemplarz z najlepszym ale i tak bardzo mocno trEba zatrzasnąć żeby się sama nie otwierała.

To już wszystko w dzisiejszym poście, niestety kilka zdjęć z kosmetykami mi zaginęło, ale postaram się pamiętać i dodać je do następnych zakupów. Mam nadzieję, że wpis Wam się spodobał i zapraszam na kolejne:)

niedziela, 9 sierpnia 2015

RECENZJA - Szampon oczyszczający z wodą z lodowca Balea

Cześć! Bardzo się cieszę, że w końcu mogę zrobić tą recenzję, bo na ten szampon czaiłam się już baardzo długo. Niestety nigdy w Niemczech nie byłam, a jakoś nie zabrałam się do zamawiania go przez internet. Szukałam go w DM na Słowacji, jednak chyba go tam nie mają :(. W końcu w Czechach udało mi się go kupić i mogłam go przetestować. Jeej! :)
A mowa tu oczywiście o szamponie oczyszczającym z Balea.


Opis producenta: Łagodny szampon do codziennej pielęgnacji włosów i skóry głowy. Wspomaga usuwanie pozostałości po stylizacji włosów. Odświeża i rewitalizuje włosy oraz skórę głowy. Zawiera formułę antystatyczną oraz przeciw nadmiernemu przetłuszczaniu się. Neutralne pH, produkt wegański, przebadany dermatologicznie, bez silikonu.

Zacznijmy od tego, że mam włosy bardzo szybko się przetłuszczające i właśnie dlatego tak bardzo chciałam wypróbować ten szampon. Wiele osób mówiło, że dzięki niemu mogą nie myć włosów tak często i miałam nadzieję, że u mnie też tak będzie. 


Szampon zamknięty jest w tubce o pojemności 250 ml. Opakowanie jest bardzo miękkie, jednak nie do końca wygodne. Produkt nie wyciska się równomiernie od góry (mam nadzieję, że rozumiecie o czym mówię) tylko zostaje w opakowaniu, co na koniec na pewno będzie trudno wygrzebać. Wieczko też nie jest do końca szczelne, szampon wylewa się na zakrętkę. Uważam jednak, że takie wady są w pewien sposób uzasadnione, ponieważ produkt jest bardzo tani. Kupiłam go dawno, ale z tego co pamiętam w przeliczeniu kosztował około 5zł.


Jeśli chodzi o nadzieje jakie wobec niego miałam to nie całkiem im sprostał. Owszem, jest to najlepszy szampon oczyszczający jaki kiedykolwiek miałam, jednak nadal nie utrzymuje moich włosów świeżych tak długo jakbym chciała. Drugiego dnia są już delikatnie tłuste, choć nie zawsze i nie wiem od czego to zależy. Nie mniej jednak suchy szampon nadal pozostaje moim przyjacielem. Jeżeli chodzi o szampon z Balea to daję mu 7/10 i myślę, że jeśli jeszcze kiedyś będę miała szansę kupić go stacjonarnie to na pewno to zrobię, bo mimo że nie jest idealny to jest najlepszym szamponem jakiego do tej pory używałam. Stosunek ceny do jakości jest moim zdaniem również bardzo zachęcający, więc ostatecznie polecam wam wypróbowanie tego produktu. Dla osób, których włosy nie przetłuszczają się tak szybko jak moje będzie myślę idealny. :)

Skład dla zainteresowanych:>.

Dzięki mentolowi w składzie po umyciu pozostawia przyjemny chłód na skórze głowy co latem zdecydowanie jest plusem jednak zastanawiam się czy zimą nie będzie przeszkadzało.

To już wszystko w dzisiejszym poście, mam nadzieję, że recenzja Wam się podobała. Jeżeli czytacie ją w niedzielę 9.08., czyli wtedy kiedy powinna się pojawić to znaczy, że udało mi się zaplanować publikację wpisu i wszystko zadziałało. Jestem teraz na wakacjach i zupełnie nie mam dostępu do internetu, także na komentarze odpowiem jak wrócę, czyli pod koniec miesiąca. Życzę Wam miłego dnia, a jeżeli nie chcecie przegapić kolejnego wpisu (który również przygotowany jest na przód i jeśli wszystko dobrze pójdzie pojawi się za tydzień) zachęcam do zaobserwowania mojego bloga :)

niedziela, 2 sierpnia 2015

DENKO - lipiec 2015

Cześć! Jak zapewne widzicie po tytule postu, dzisiaj przychodzę do Was z denkiem. W lipcu udało mi się zużyć trochę kosmetyków, więc postanowiłam je Wam pokazać i trochę o nich opowiedzieć.
Zdecydowałam się też wprowadzić oznaczenia kolorystycznie produktów, żeby łatwiej Wam było zorientować się czy produkt jest wart uwagi. Oto one:

zielony - na pewno kupię ponownie. Wielki ulubieniec!
żółty - produkt dobry, ale nie rewelacyjny. Możliwe, że kupię ponownie
pomarańczowy - średniak, ani dobry ani zły produkt. Raczej nie kupię ponownie, choć krzywdy mi nie zrobił.
czerwony - totalny bubel. Na pewno nie kupię ponownie.


- MATUJĄCY KREM NAWILŻAJĄCY NA DZIEŃ NIVEA - recenzja: <klik>
- KOREKTOR ART SCENIC EVELINE - nie wiem  co napisać o tym korektorze. Kupiłam go ponownie, jednak nie jest to mój ideał. Krycie ma całkiem niezłe, ale nie idealne dla mnie, jest niedrogi i myślę, że właśnie dlatego do niego wracam. Ładnie się rozprowadza, nie wysusza, nie wchodzi w zmarszczki mimiczne. Jedyne co, to mógłby odrobinę lepiej kryć.
- KREM CC BELL w kolorze 020 Nude - nie jest to podkład moich marzeń. Kupiłam go mając nadzieję, że jest to ten sam krem, który był kiedyś dostępny w biedronce. Niestety się rozczarowałam, ma bardzo małe krycie. Zużyłam go, bo lubię czasem nałożyć na twarz coś lekkiego, żeby jej nie obciążać. Nie wysuszał cery, miał ładny kolor, jednak raczej ponownie się na niego nie skuszę.


- MGIEŁKA CHŁODZĄCA BEAUTY FORMULAS - produkt bardzo fajny, może nie niezbędny, ale zawsze lubię mieć go w swojej kosmetyczce. Mgiełki używam do moczenia gąbek do nakładania podkładu, zabieram ją też na wyjazdy w celu odświeżenia, na przykład na plaży.
- PŁYN MICELARNY 3W1 GARNIER - recenzja: <klik>


- SUCHY SZAMPON BATISTE wersja Medium&Brunette - recencja: <klik>
- ODŻYWKA DO WŁOSÓW NIVEA wersja Intense Repair - ciężko wypowiedzieć mi się o tej odżywce, bo z jednej strony jest niedroga i całkiem niezła, a z drugiej nie zachwyciła mnie. Na pewno kupię ją jeszcze kiedyś ze względu na jej niską cenę.

To tyle w dzisiejszym denku, kilka produktów udało mi się w tym miesiącu zużyć, większość z nich podobała mi się. Napiszcie czy miałyście któryś z tych produktów i jakie inne korektory i odżywki polecacie :).
Dajcie też znać czy podoba Wam się taka forma denek, gdzie kolorami oznaczam który produkt przypał mi do gustu, a który nie.

Jeżeli post Wam się spodobał i nie chcecie przegapić kolejnych koniecznie zaobserwujcie tego bloga :).

wtorek, 28 lipca 2015

RECENZJA: glinka biała

Cześć! Dawno nie pojawiła się na moim blogu żadna recenzja, dlatego dziś postanowiłam nadrobić zaległości i opowiedzieć Wam o produkcie, który w swojej kosmetyczce mam już dość długo - glince białej. Zapraszam!


Zacznijmy od informacji technicznych. Na pewno zastanawiacie się dlaczego oglądacie zdjęcie słoika koncentratu pomidorowego. A to dlatego, że właśnie w nim moją glinkę trzymam, sprawdza się to dla mnie idealnie, nic się nie wysypuje, wielkość słoiczka też jest odpowiednia. Glinkę kupiłam w Ogranique, niestety nie zrobiłam zdjęcia oryginalnego opakowania, ale zapakowana była w nieduży przezroczysty woreczek. Ceny niestety też nie pamiętam, na stronie 200ml kosztuje 21,90zł. Link do sklepu: <klik>

Opis producenta: Bardzo delikatna biała glinka kaolinowa o lekkiej i jedwabistej konsystencji. Ten rodzaj glinki zalecany jest szczególnie dla cer suchych, wrażliwych, podatnych na podrażnienia, a także dla cery dojrzałej. Dzięki zawartości glinu skutecznie ściąga pory i wchłania nadmiar sebum, dlatego polecana jest również dla cery tłustej i mieszanej. Ma łagodne działanie, usuwa zanieczyszczenia, wygładza i uelastycznia. Charakteryzuje się działaniem lekko rozjaśniającym. Glinka biała zawiera szereg mikroelementów, takich jak: krzem, potas, wapń, sód, żelazo, magnez. Można ją stosować do tworzenia masek, kremów i kąpieli. Działanie: oczyszczające, remineralizujące, rozjaśniające, wygładzające, uelastyczniające, matujące.


Glinka ma postać sypką, drobnego białego proszku. Ja używam jej jako maski, łączę ją z wodą i rozprowadzam na twarz. Po jakimś czasie maska zastyga, można ją wtedy tak zostawić lub spryskiwać wodą termalną, żeby nie czuć nieprzyjemnego ściągnięcia. Ja jednak zazwyczaj tego nie robię, trzymam glinkę na twarzy około 15 min i zmywam wodą.


Tak wygląda glinka po zmieszaniu z wodą. Jeżeli chodzi o działanie, to prawie w 100% zgadzam się z opisem producenta. Pierwszy raz poleciła mi ją pani w sklepie, powiedziała, że mniej wysusza niż glinka zielona. Nie wiem, bo tak polubiłam się z tą, że zielonej nigdy nie kupiłam. Po jej użyciu lekkie ściągnięcie jest na twarzy odczuwalne, ale nie jest to przesuszenie, a skóra wydaje się bardzo czysta. Pomaga też w pozbyciu się gródek na twarzy i martwego naskórka. Jeżeli makijaż zaczyna mi się rolować, czuję, że moja cera nie jest gładka, zawsze używam tej glinki. Niestety zaobserwowałam, że na początku działała lepiej niż teraz. Może być to kwestia tego, że moja skóra się do niej przyzwyczaiła i że czas zrobić sobie przerwę. 


Jeżeli chodzi o działanie rozjaśniające, które obiecuje producent, nie zaobserwowałam go. Zupełnie nie wpływa na koloryt mojej skóry, tylko ją oczyszcza. Matować matuje, ale tylko jeżeli po zrobieniu takiej maseczki nie nałożymy kremu, co jednak jak dla mnie jest niemożliwe, 

Podsumowując, bardzo polecam ten produkt osobom, które szukają maski oczyszczającej, która nie wysuszy im twarzy. Co do bajerów w postaci matowania, czy rozjaśniania nie przesadzałabym. Jak dla mnie jest to świetny produkt oczyszczający i tyle, nie mniej jednak bardzo go lubię :).
Jeżeli miałyście białą glinkę, koniecznie dajcie znać w komentarzach jak Wam się sprawdziła. Napiszcie też o innych glikach jakich używałyście, bo niedługo chyba rozejrzę się za czymś nowym, żeby na jakiś czas glinkę białą zastąpić.

niedziela, 19 lipca 2015

Małe zakupy z ostatnich tygodni :)

Cześć! W ostatnim czasie nie robiłam dużo zakupów, jednak kilka fajnych produktów w moje ręce wpadło i dlatego postanowiłam mimo wszystko Wam je już pokazać. Mam nadzieję, że post Wam się spodoba i może coś ciekawego dla siebie podpatrzycie :).


Zacznijmy od kolorówki. Mam tylko dwa kosmetyki do makijażu i to tylko dlatego, że dostałam je na prezent. Pierwszy z nich to błyszczyk z Miss Sporty Hollywood Forever w kolorze 188 Kiss Intention a drugi to lakier do paznokci również z Miss Sporty z serii Lasting Colour Maxi Brush w kolorze 390. Nie używałam ich jeszcze, ale na pierwszy rzut oka kolory mają bardzo ładne. Oba są różowe, wpadają trochę w malinę.


W poście z gazetką z biedronki pisałam Wam, że kilka produktów mam zamiar sobie kupić. Wybrałam trzy maseczki do włosów z Biovaxu, już dawno chciałam je przetestować i pomyślałam, że skoro są w takich malutkich saszetkach mogę od razu wypróbować kilka i wyrobić sobie na ich temat opinię. Kupiłam wersję z naturalnymi olejami, z keratyną i jedwabiem oraz do włosów suchych i zniszczonych. Na pewno zrobię recenzję porównawczą tych produktów i wtedy napiszę o nich więcej.


Również w biedronce kupiłam mój ulubiony płyn micelarny 3w1 do skóry wrażliwej z Garniera. Był tańszy, więc postanowiłam zrobić sobie zapas. Na blogu jest już jego recenzja, jeśli jesteście zainteresowane to klikajcie: <recenzja>. Ostatnim produktem w tych małych zakupach jest mydło oliwkowe, które ciocia przywiozła mi z Grecji. Jestem go bardzo ciekawa, również jeszcze nie używałam, dlatego nie mogę za dużo na jego temat powiedzieć. Zastanawiam się czy mogę myć nim również twarz, a nie znam się na składach, także tu prośba do Was: jeżeli wiecie czy nadaje się do używania do twarzy dajcie koniecznie znać w komentarzach. Poniżej wrzucam jego skład:


To już wszystkie kosmetyki jakie kupiłam w ostatnim czasie, jak widzicie nie ma tego dużo. Mam nadzieję, że post Wam się spodobał, zachęcam do obserwowania mojego bloga i komentowania :). Dajcie znać, czy miałyście któryś z tych produktów i co na ich temat sądzicie. 

niedziela, 12 lipca 2015

Moja wakacyjna kosmetyczka cz. 2 KOLORÓWKA

Cześć! Wiem, wiem, opuściłam tydzień i w zeszłą niedzielę nic się na moim blogu nie pojawiło. Na wstępie chcę Was za to przeprosić. Złapała mnie choroba i mimo że zdjęcia były już dawno zrobione nie dałam rady nic sensownego napisać a nie chciałam wrzucać notki, która byłaby słaba czy napisana od niechcenia. Już czuję się lepiej i jestem w stanie poopowiadać Wam o mojej wakacyjnej kosmetyczce, tym razem makijażowej, Jeśli nie widzieliście części o kosmetykach pielęgnacyjnych, jakie zabieram ze sobą na wakacje zapraszam tu: <klik>.


Jeśli chodzi o mnie to na wyjazdach nie lubię się mocno malować. Czasem rezygnuję z makijażu w ogóle, najczęściej jednak nakładam podkład, puder i maluję brwi. Spokojnie przeżyłabym zabierając ze sobą tylko te trzy produkty, jednak nigdy nie wiadomo czy któregoś dnia nie zechcę wyglądać lepiej, dlatego też, kosmetyków w mojej kosmetyczce jest o wiele więcej. Staram się jednak nie przesadzać i nie zabierać rzeczy, których wiem, że nie użyję.Większość produktów, które pakuję to moi ulubieńcy, produkty sprawdzone i zaufane. O wielu pisałam już w mistrzach makijażu dziennego: <klik>, więc nie będę znów się nad nimi rozwodzić. Jeżeli jesteście zainteresowane którymś kosmetykiem, a nie napiszę o nim w tej notce to znaczy, że pojawił się w moich mistrzach, więc kliknijcie sobie i tam poczytajcie, jaką mam o nim opinię.


Kosmetyczka, w którą pakuję kolorówkę jest z Pepco. Nie jest szczególnie ładna, ale za to spora, mieści wszystko, czego potrzebuję. Pakuję do niej też krem i kilka innych pielęgnacyjnych kosmetyków, żeby zapełnić miejsce :).

A teraz czas na jej zawartość:


- Podkład RIMMEL WAKE ME UP w kolorze 100 Ivory
Korektor EVELINE ART SCENIC
Korektor CATRICE CAMOUFLAGE CREAM w kolorze 010 Ivory


- Puder RIMMEL STAY MATTE
- Gąbki do makijażu - większa z nich jest z Rossmanna i jej używam do nakładania podkładu, mniejszą nakładam puder, do podkładu jest za mała, niestety nie pamiętam gdzie ją kupiłam. Bardzo lubię te gąbki, taka aplikacja kosmetyków pasuję mi najbardziej.


Jeśli chodzi o brwi u mnie królują produkty marki Essence:

ESSENCE EYBROW STYLING SET
 ESSENCE LASH & BROW GEL MASCARA
-  Pędzel ESSENCE - jest bardzo cienki przez co wygodnie aplikuje się nim cień na brwi. Nie jest też drogi, można go dostać w każdej Naturze, więc jak najbardziej polecam.



ARTDECO EYSHADOW BASE
- Paleta cieni SLEEK OH SO SPECIAL - jest to najmniejsza paleta, jaką posiadam, dlatego też wylądowała w wakacyjnej kosmetyczce. Nie mniej jednak, cienie te bardzo lubię, szczególnie perłowe, które są lepiej napigmentowane niż te matowe. Jakość tych cieni jest dobra, jednak gorsza od np. cieni Inglota, bardziej się też osypują. Paleta strasznie szybko się brudzi, co jest na pewno uciążliwe. Szorowałam ją chyba z 15 minut, żeby zrobić dla Was zdjęcie :P.


- Maskara CATRICE THE GIGANT - jeżeli jedziecie nad wodę, czy planujecie kąpać się w basenie to maskara wodoodporna na pewno się przyda, Ja do pływania się nie maluję, jednak czasem zdarza się, że niespodziewanie pójdę na basen i nie mam czym zmyć makijażu, więc dla bezpieczeństwa używam wodoodpornego tuszu :).
- Pędzle W7 - niestety nie znam numerków tych pędzli, były na opakowaniach, które wyrzuciłam. Kupiłam je w Pepco za jakieś śmieszne pieniądze i muszę powiedzieć, że są na prawdę fajne. Przyjemnie się nimi maluje powiekę, nie szczypią, włosie raczej też nie wypada. Jedyny ich minus to to, że klej przy skuwce po jakimś czasie puszcza, jednak da się to z powrotem przykleić, więc dużego problemu nie ma. Większy z tych pędzli jest ścięty na płasko, ja używam go do rozcierania cieni, sprawdza się też do korektora. Mniejszy to typowa kuleczka, którą nakładam cienie.
- Pędzel ESSENCE - jest to taki sam pędzelek, jaki pokazywałam Wam przy brwiach, jednak tego używam do eyelinera. Przez to, że jest cienki sprawdza się do tego celu równie dobrze.
- Pęseta INFINITY - jeżeli się nie mylę można ją kupić w Naturze. Jest to moja ulubiona pęseta. Przez to, że ma małą i cienką końcówkę bardzo dokładnie można z jej pomocą wyregulować brwi.


I na koniec produkty do ust. Nie zabieram ich dużo, jednak staram się, żeby na każdą okazję coś się w mojej kosmetyczce znalazło.
-  Pomadki MAYBELLINE COLOR WHISPER w kolorach: 130 Pink Possibilities i 440 Orange Attitude -  te szminki niestety zostały wycofane, więc nie ma sensu żebym się nad mini rozwodziła, Powiem tylko, że są bardzo kremowe i nawilżające, dlatego bardzo lubię używać ich na wyjazdach, kiedy chcę mieć coś na ustach, ale nie chcę, żeby kolor był zbyt intensywny. Numerek 130 to bardzo ładny dzienny róż, a kolor 440 to z kolei pomarańcz, który dzięki temu, że szminka jest półprzezroczysta nie jest zbyt rzucający się w oczy.
- Szminka w kredce RIMMEL COLOUR RUSH w kolorze  600 On Fire - a teraz zupełne przeciwieństwo szminek z Maybelline, czyli coś intensywnego. Bardzo polubiłam ostatnio pomadki w kredce, wygodnie mi się je aplikuję, a ta czerwień jest idealna kiedy chcę wyglądać trochę lepiej. Wystarczy tusz do rzęs, ten kolor na ustach i wygląda się świetnie.

To już wszystkie kosmetyki kolorowe, jakie zabieram ze sobą, kiedy gdzieś wyjeżdżam. Mam nadzieję, że post Wam się podobał, może pomógł przy pakowaniu. Koniecznie napiszcie mi w komentarzach co Wy pakujecie do wakacyjnych kosmetyczek.

Zapraszam do obserwowania mojego bloga, jeżeli nie chcecie przegapić nowych wpisów :).

poniedziałek, 29 czerwca 2015

MOC KOSMETYKÓW w Biedronce

Cześć! Planowałam na dziś zupełnie inny post, jednak w czasie zakupów w Biedronce zauważyłam nową gazetkę, a w niej bardzo dużo ciekawych kosmetyków. Ta promocja zainteresowała mnie na tyle, że postanowiłam się nią z Wami podzielić. Niestety zdjęcia nie są idealne, jednak opisy kosmetyków w żaden sposób nie chciały wyjść ostre. Na stronie Biedronk też nie były lepsze, więc wrzucę Wam moje. W razie jakbyście nie mogli czegoś rozczytać na koniec posta wrzucę link do tej promocji na stronie Biedronki. Mam nadzieję, że coś ciekawego dla siebie wypatrzycie. :)





















Nie spodziewałam się po Biedronce tak dużej ilości kosmetyków w nowej gazetce, jestem pozytywnie zaskoczona. Na kilka produktów na pewno się skuszę. Jeżeli uda mi się upolować to kupię peeling enzymatyczny z Lirene, balsam w kulce i maseczkę do włosów z Biovaxu. Bardzo lubię też płatki kosmetyczne z Carea, więc na pewno zrobię sobie zapas. Zaopatrzę się też w płyn micelarny z Garniera, ponieważ jest to jeden z moich ulubionych i prawie zawsze mam go w łazience, a podczas tej promocji jest dużo tańszy :).
Dajcie znać czy coś z tej gazetki Was zainteresowało, czy polecacie jakieś z tych produktów. 

Ten post nie jest sponsorowany przez Biedronkę, po prostu zainteresowała mnie ta promocja i postanowiłam ją Wam pokazać.