sobota, 27 grudnia 2014

MATUJĄCY KREM NAWILŻAJĄCY Nivea

Zapraszam na recenzję mojego ulubionego kremu nawilżającego!


Niestety nie mam aktualnie w domu opakowania, żeby zacytować Wam opis producenta, ale to nie on jest najważniejszy. Najważniejsze jest jak w rzeczywistości działa ten krem;). Jak dla mnie jest to kosmetyk idealny! Po pierwsze, nie zapycha mnie, co zdarza się przy innych tego typu produktach, szczególnie mocno nawilżających. Po drugie, szybko się wchłania, a podkład się na nim nie świeci. Po trzecie, nawilża. Nie jest to może takie nawilżenie jakiego potrzebuje skóra bardzo sucha, ale mojej wystarcza na cały dzień. Po czwarte, nie jest tępy, jak większość kremów matujących. Nie widzę w nim żadnych wad. Jeżeli macie cerę normalną sprawdzi się idealnie. Nie wiem jak zareaguje na niego cera typowo sucha lub bardzo tłusta, jeśli jesteście posiadaczkami którejś z nich i miałyście ten produkt koniecznie dajcie znać. Cera taka jak moja, czyli skłonna do przesuszania się, ale również z tendencją do świecenia w ciągu dnia jest zachwycona działaniem tego kremu;)


Konsystencja: na pewno określę ją jako lekką, jest to połączenie żelu z kremem, przyjemnie odświeża i chłodzi, szczególnie jeśli na noc włożymy go do lodówki.

Zapach: bardzo przyjemny, typowy dla produktów Nivea.

Cena: ok. 15 zł

Wydajność: przez swoją lekką i rzadką konsystencję nie starcza na bardzo długo, jednak tempo w jakim się zużywa jest do zaakceptowania, szczególnie, że jego cena nie jest wysoka.

Opakowanie: krem przychodzi do nas w bardzo ładnym, szklanym słoiczku z miętową zakrętką. 

Producent zaznacza również, że krem zawiera filtry UV.


Podsumowując, serdecznie polecam ten produkt wszystkim, którzy szukają zwykłego kremu na dzień. Zużyłam już niezliczoną ilość słoiczków i ciągle sięgam po kolejne!

czwartek, 19 czerwca 2014

DENKO!!

Cześć! Bardzo dawno nie pojawił się żaden nowy post, za co od razu chcę przeprosić. Było to spowodowane nawałem pracy w szkole i egzaminem CAE, który zdawałam w czerwcu. Jeśli chcielibyście poczytać o nim więcej dajcie znać to chętnie taki post napiszę;). Tak czy inaczej, już jestem z powrotem i zapraszam na projekt denko ;>:


- BATISTE suchy szampon dark deep brown
- ISANA suchy szampon
recenzja porównawcza: <klik>
Moja opinia na temat tych produktów się nie zmieniła, a suchy szampon w łazience zawsze mam, także prawdopodobnie jeden, drugi, lub jeszcze inny będzie pojawiał się w każdym projekcie denko;)


- SCHWARZKOPF GLISS KUR odżywka w sprayu bez spłukiwania - moja ulubiona odżywka. Ile razy kupię inną, tyle razy wracam do tej. Nie obciąża włosów, ale sprawia, że łatwiej się rozczesują. Jest to mój ulubieniec wszech czasów!
- ALVERDE odżywka z amarantem - jak dla mnie średniak. Na początku miałam wrażenie, że przesuszyła mi włosy, jednak potem troszeczkę nawilżała. Opakowanie bardzo twarde i produkt ciężko się wyciskał. Z tego co pamiętam nie była tania, także nie polecam, jednak wiem, że wiele blogerek ją uwielbia. Może kwestia włosów..?
- ALTERRA odżywka granat aloes - również przeciętna. Kupiłam ją na wyjazd  i w takiej roli sprawdziła się świetnie. Pełnego opakowania raczej nie kupię, chyba że będzie w jakiejś mega promocji. Nawilżała, jednak nie było szału. Moimi ulubieńcami do tej poty są odżywki z Nivei i chyba nic ich nie pobije.


A teraz AŻ 3 szampony!
- PANTENE PRO-V aqua light - świetny! Jeden z lepszych szamponów jakich używałam do tej pory. Dobrze mył, ładnie pachniał, nie przeciążał włosów, co jest dla mnie najważniejsze. Jednym słowem (prawie) ideał. Nadal szukam takiego, po którym drugiego dnia moje włosy będą idealnie świeże, ale ten jak na razie jest najbliżej. Jeśli Wasze włosy się nie przetłuszczają tak szybko na pewno będziecie jeszcze bardziej zadowolone;). Nawet mój tata go lubił ;D
- BALEA volume - ten szampon ma teoretycznie takie samo zadanie jak poprzedni, jednak jest od niego milion razy gorszy. Fakt, włosy wydawały się po nim mega czyste, ale plątały się i następnego dnia były już tłuste. Jakoś nie trafiłam w produkty z DMu na ostatnich zakupach, bo jak na razie żaden mnie nie zachwycił ;(
- JONSON&JONSON szampon dla dzieci wersja oryginalna (żółta) - średniak, lepszy od balei, gorszy od pantene. Na pewno jeszcze kiedyż go kupie, szczególnie na wyjazd bo ma bardzo małe i poręczne opakowanie.


- ISANA żel pod prysznic Lime&Mint - żele z Isany są jednymi z moich ulubionych. Tanie, dobrze myją, dostępne w każdym Rossmannie. Ten dodadkowo pachniał tak nieziemsko... Wypisz wymaluj Mohito z KFC!
- LOREAL Ideal Soft płyn micelarny - zdecydowanie najlepszy jaki do tej pory używałam, choć odkryłam ostatnio, że z wodoodporną maskarą (z Maybelline) sobie nie radzi ;(
recenzja: <klik>


- NIVEA Energy fresh dezodorant w sprayu - najlepszy dezodorant z drogerii! Nie wiem co tu dużo pisać, chroni i całkiem ładnie pachnie. Lepszy od niego jest tylko bloker z Ziaji i kulka z Vichy (z miętową zakrętką).
- BEAUTY FORMULAS mgiełka chłodząca - używam jej do moczenia gąbki do podkładu i odświeżenia w ciągu dnia. Sprawdza się świetnie.


I na koniec kolorówka:
- LADYCODE CC CREAM - najlepszy podkład jaki kiedykolwiek używałam. Nawilżający, ale kryjący i jeszcze za 10 zł w Biedronce. Ideał! Jeśli wiecie, czy mogę go kupić w szafie Bell koniecznie dajcie znać.
recenzja porównawcza z Rimmel Wake Me Up: <klik>
- RIMMEL Match Perfection - idealny na dni kiedy moja cera jest w dobrej kondycji, lub kiedy jest w złej i wszystkie kryjące podkłady tylko to podkreślają. Delikatny, mało kryjący, nie utrzymuje się nie wiadomo ile, ale ładnie wygląda, nawilża. Kupiłam kolejną buteleczkę;)
- MISS SPORTY Studiolash 3D Volumythic - jedna z moich ulubionych maskar, i zarazem jedna z najtańszych (13zł). Podkręca, pogrubia i wydłuża. Robi wszystko co maskara powinna robić nie sklejając przy tym rzęs, Jej jedyną wadą jest to, że szybko wysycha, ale za taką cenę jestem jej to w stanie wybaczyć.

Uff.. to już wszystko, denko ogromne, ale mam nadzieję, że dotrwaliście do końca. Jeśli macie pomysły na kolejne posty, dajcie znać w komentarzach;)

sobota, 8 marca 2014

Płyn micelarny LIRENE IDEAL SOFT

Już w ulubieńcach stycznia obiecałam Wam recenzję i w końcu się pojawia.
Enjoy;)


Zacznijmy od działania, bo to ono jest najważniejsze. Usuwa dokładnie cały makijaż oka, w tym wodoodporny tusz czy eyeliner. Nie podrażnia i nie zostawia mgły na oczach. Jest bardzo delikatny i przyjemny w używaniu. Do demakijażu twarzy go nie używałam, ale jako tonik owszem i również się sprawdza. Usuwa pozostałości po żelu, mleczku czy maseczkach, a skóra nie jest podrażniona, czy czerwona. Jednym słowem ideał. Takiego produktu szukałam.

Opis producenta oraz skład:


Ma bardzo delikatny zapach, nie sądzę, żeby kogoś drażnił. Jeśli chodzi o wydajność to powiedziałabym, że przeciętna. Nie kończy się nie wiadomo jak szybko, ale nie starcza również na miesiące.


Aplikator jest bardzo wygodny. Wylewa na wacik odpowiednią ilość produktu, nie rozlewa się. Możemy spokojnie zabierać go w podróż.

cena: 14, 99 w Rossmannie


Bardzo polecam ten produkt. Nie jest drogi, a na prawdę świetny. Robi co ma robić, przy czym używa się go bardzo przyjemnie. Używam już kolejną buteleczkę i jak na razie nie zamierzam go zmieniać. Słyszałam opinie, że jest zamiennikiem Biodermy. Nie wiem, Biodermy nie miałam, ale jeśli ktoś używał obu to dajcie znać w komentarzach. Kusi mnie jeszcze nowy płyn micelarny z Garniera, o którym też czytałam wiele pozytywnych opinii. Myślę, że w najbliższym czasie go przetestuję i porównam oba;)

wtorek, 4 marca 2014

Denko - luty 2014

Zapraszam na lutowe denko;)


- ISANA Suchy szampon
- BATISTE Suchy szampon  wersja medium&brunette
recenzja porównawcza: <klik>


- GARNIER FRUCTIS Szampon Vitamin Force Fresh z witaminą B3 - przeciętny, dobrze mył, ładnie pachniał, ale nie sprawiał, że moje włosy mniej się przetłuszczały. Na drugi dzień były już nieświeże. Nie mniej jednak przyjemnie mi się go używało, dobrze się pienił, więc możliwe, że jeszcze kiedyś go kupię.
- MARGARITA EKOLOGISKA Balsam do włosów z ekstraktem z pszenicy - jedna wielka tragedia, nie robił nic, był tak rzadki, że na końcówki trzeba było wylać połowę opakowania. Nigdy więcej. Całe szczęście, że ta firma nie jest dostępna w Polsce, przynajmniej nie natkniecie się na niego ;) 


- LOREAL Płyn  micelarny ideal soft - recenzja: klik
- VICHY Woda termalna - jak każdej innej wody używałam jej do zwilżania gąbki i pędzli, jednak nie przypadła mi do gustu. "Wylatywały" ogromne krople, które uniemożliwiały spryskiwanie tym produktem bezpośrednio twarzy. Na gąbce wchłaniała się strasznie szybko. Czasem wystarczyło nałożyć podkład na pół twarzy i już gąbeczka była sucha. Z tego powodu woda nie była wydajna. Nie wiem ile kosztuje, podejrzewam, że dużo i dlatego nie polecam. Znacznie lepiej używa mi się wody z Beauty Formulas.
- BELL Podkład super cover long lasting - bardzo lubiłam ten podkład. Dobrze krył, ładnie wyglądał, a co najważniejsze był baardzo jasny. Miałam go ponad rok i zimą ratował mi życie, ponieważ wszystkie inne podkłady, które posiadam były za ciemne. Kupiłam go za 6 zł w Biedronce, także tym bardziej się opłaca. Nie wiem czy jest dostępny, ani jak się nazywa w szafie Bell. Dajcie znać jeśli wiecie;)

sobota, 1 marca 2014

Nails of the month - luty 2014


Po kolejnej krótkiej przerwie witam Was ponownie i zapraszam na paznokciowe postanowienie stycznia.
W tym miesiącu pomalowane paznokcie miałam niestety tylko dwa razy. Natłok obowiązków sprawiał, że zawsze odkładałam to na potem i nie wyrabiałam się. Tak czy owak zobaczcie cóż to za lakiery na moich paznokciach zagościły.;)

1. MySecret 147 Lavender


Bardzo zaskoczyła mnie jakość tego lakieru. Świetnie wygląda na paznokciach, daje matowo-satynowe wykończenie, które uwielbiam i długo się trzyma. Miałam go na paznokciach tydzień i nie odprysł, a użyłam do niego kropelek wysuszających zamiast top coatu, co zazwyczaj skutkuje szybszym odpryskiwaniem. Jedynym minusem jest cieniutki pędzelek, ale za jakość i utrzymywanie jestem w stanie przymknąć na to oko. 

2. Miyo mini drops 96 Night flower


Lakiery z Miyo jak wiecie uwielbiam i ten nie jest wyjątkiem. Tani, łatwo się rozprowadza i całkiem długo trzyma. Kolor 96 to czerń z zielonymi drobinkami (nie brokatem). W zależności od światła wygląda na czarny lub zielony. Jak dla mnie idealny na imprezy albo dni, w których chcę, żeby moje paznokcie zwracały uwagę.

To tyle. Mam nadzieję, że w marcu uda mi się malować paznokcie regularnie, choć przez następny tydzień mam matury próbne, później masę testów...Zobaczymy, trzymajcie kciuki;) 

czwartek, 20 lutego 2014

Zakupy DM


Na feriach byłam w górach, niedaleko słowackiej granicy. Podczas wycieczki na Słowację postanowiłam 
wstąpić do DMu. Nigdy wcześniej w tej drogerii nie byłam, a słyszałam wiele dobrego. Zapraszam na mój nieduży haul;)



- ALVERDE Odzywka z Amarantem - słyszałam o niej dużo dobrego, więc postanowiłam spróbować. Nie należała do najtańszych, ale jak na naturalny produkt cena była całkiem przyzwoita.
- BALEA Szampon nadający objętości - chciałam kupić niebieską wersję (mocno oczyszczającą), ale niestety w dwóch DMach jakich byłam nie mieli jej. Może nie została wcale na słowacki rynek wprowadzona...Jeżeli wiecie coś na ten temat dajcie znać. W każdym razie wzięłam wersję dodającą objętości. Wczoraj umyłam tym szamponem włosy pierwszy raz i jak na razie wydaje się fajny.


- BALEA Suchy szampon - kupiłam z czystej ciekawości, bo jak wiecie suche szampony uwielbiam;)
- BALEA Pianka do golenia o zapachu Buttermilk Lemon - od jakiegoś czasu używam męskich pianek do golenia, bo mniej mnie podrażniają. Zdecydowałam się jednak znów spróbować jakiejś damskiej, padło na tą.
- BALEA Woda w sprayu - była bardzo tania, a ja takich produktów używam codziennie do zwilżenia gąbki, czy pędzla do eyelinera.


- NEUTROGENA Krem nawilżający bez olejów -głośno o nim na amerykańskich blogach i kanałach na Youtube, więc gdy go zobaczyłam w drogerii koniecznie chciałam przetestować. Nie widziałam ich w polskich rossmanach. Ten krem był najdroższą rzeczą jaką kupiłam, kosztował ok 30 zł
- BALEA Żel pod prysznic - idąc do DMu mówiłam sobie, że nie kupię żadnego żelu, ale gdy ten powąchałam nie mogłam go odłożyć. Był też tani, kosztował ok 4 zł

Tyle kupiłam w DMie. Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam, bo zakupy robiłam już dość dawno. Nie zrealizowałam wszystkich zakupowych planów, ale cieszę się, że chociaż te produkty będę mogła przetestować.  Przepraszam, że nie podawałam cen produktów, ale paragon już wyrzuciłam. Za całe zakupy zapłaciłam 20 euro.


poniedziałek, 17 lutego 2014

Ziaja mleczko nagietkowe

Zapraszam na recenzję mleczka do demakijażu z Ziaji;)


Opis producenta i skład:


hmm.. czy zgadzam się z zapewnieniami producenta?.. Nie. Nie jest nie wiadomo jak delikatny, uważam, że cerę bardzo wrażliwą będzie podrażniał; nie nawilża, jedynie natłuszcza; w żaden sposób cery nie przygotowuje. Mimo to, że teoretycznie nie spełnia swojej roli, lubię go. Dla mnie mleczko ma usuwać makijaż twarzy i do tego spisuje się bardzo dobrze. Zmywa każdy podkład, puder czy bronzer. Do demakijażu oczu go nie polecam, bo nie radzi sobie z tuszem, a po jego użyciu widzimy jak przez mgłę (mam nadzieję, że wiecie o czym mówię).


Konsystencja jest dość rzadka, jak można zauważyć na zdjęciu spływa z dłoni. 


Nie wchłania się całkowicie i zostawia na twarzy tłustą powłokę, którą trzeba zmyć jakimś tonikiem. Inaczej nasza buzia się klei. Zapach ma delikatny i całkiem przyjemny.

(przepraszam za jakość zdjęcia)

Aplikator tradycyjny, nic się nie wylewa, możemy kontrolować ilość produktu jaką aplikujemy na wacik.

cena: 7,69 zł

Podsumowując, jak na niecałe 8 zł produkt bardzo dobry. Szału nie ma, ale usuwa makijaż i nie zapycha. Ja to mleczko lubię, ale jeśli oczekujecie czegoś więcej, chociażby zmywania makijażu oczu, nie kupujcie tego produktu, bo się nie sprawdzi.

piątek, 14 lutego 2014

Ulubieńcy stycznia 2014 - pielęgnacja

Zapraszam na pielęgnacyjnych ulubieńców stycznia:)


- BEAUTY FORMULAS On the spot treatment - używałam tego żelu punktowego przez cały miesiąc i muszę powiedzieć, że działa. Może nie natychmiastowo, ale kilka dni stosowania i po pryszczu nie ma śladu, a już po jednaj nocy nie jest czerwony.
- Maść ochronna z witaminą A - produkt bardzo uniwersalny bez którego nie wyobrażam sobie mojej pielęgnacji. Stosuję go na podrażnienia po goleniu i suche miejsca na ciele, czy twarzy. Do wszystkiego sprawdza się świetnie.


- NIVEA Żel-krem do mycia twarzy - kolejny produkt Nivei, który bardzo polubiłam. Jest bardzo delikatny, ale myje skórę jak należy. Nie podrażnia, a cera jest mniej czerwona, niż po Vichy Normaderm.
- LOREAL Oczyszczający płyn micelarny - jak mówiłam znalazłam godnego następcę płynu z Bielendy. Zmywa równie dobrze, a może i lepiej; co najważniejsze - nie podrażnia.


- ZIAJA Mleczko nagietkowe - zaraz po mleczku z Vichy moje ulubione. Dokładnie zmywa makijaż, ma bardzo rzadką konsystencję, więc dobrze się rozprowadza. Zostawia niestety tłustą warstwę, którą trzeba zmyć tonikiem, ale za cenę ok 6 zł nie wymagajmy ideału.;)
- BATISTE Suchy szampon w kolorze medium&brunette - robiłam recenzję porównawczą tego szamponu z wersją klasyczną i Isaną: <klik>


- FACELLE Chusteczki do higieny intymnej - nie będę się nad nimi rozwodzić, bo wybór chusteczek, czy płynu do higieny intymnej to sprawa bardzo indywidualna. Wspomnę tylko, że są bardzo mocno nasączone płynem i dzięki temu stały się moimi ulubionymi.
- ISANA Zmywacz do paznokci o zapachu migdałów - recenzja: <klik>
- NIVEA Antyperspirant energy fresh - jak dla mnie jeden z lepszych antyperspiranrów. Chroni cały dzień, jest niedrogi, więc warto zwrócić na niego uwagę;)

A teraz coś do paznokci:

- LOVELY Snow dust w numerze 1 - najczęściej noszony przeze mnie lakier w tym miesiącu. Efekt daje niesamowity. Jeżeli chcecie zobaczyć zdjęcia odsyłam do Nails of the month: <klik>
- ESSENCE Nail art express drops - kropelki przyspieszające wysychanie lakieru uratowały moje paznokcie. Żeby nie one, na pewno nie malowałabym ich tak często. Skróciły czas wysychania lakieru do minimum;) Niestety używając ich zamiast top coatu lakier utrzymuje się krócej, ale maluje się je szybciej, więc jak dla mnie się wyrównuje.

To tyle ulubieńców. Dajcie znać jakie produkty Wy polubiliście w styczniu;)

wtorek, 11 lutego 2014

Denko - styczeń 2014

Po około tygodniowej przerwie powracam na stałe. Niestety na wyjeździe internet nie powalał mi na publikowanie postów regularnie. Jest już połowa lutego, a nie było jeszcze ani ulubieńców, ani denka ze styczna. Dziś denko, ulubieńcy mam nadzieję za kilka dni;)

W tym miesiącu nie zużyłam dużej ilości produktów, ale kilka mi się udało. Jest to tym razem tylko pielęgnacja, niektóre produkty pojawiły się już w poprzednim projekcie denko, albo ulubieńcach roku, jednak mam nadzieję, że jeszcze Wam się nie znudziły ;P


 - ZIAJA Mleczko nagietkowe - jedno z lepszych mleczek do demakijażu z drogerii, a zarazem jedno z najtańszych. Czego chcieć więcej;) Jest delikatne, ładnie pachnie. Zostawia tłustą warstwę, którą zmywam żelem lub tonikiem
- MARGARITA EKOLOGISKA Mgiełka nawilżająca do twarzy - takich mgiełek używam na zmianę z wodami w sprayu do spryskiwania gąbeczek i odświeżenia w ciągu dnia. Tą kupiłam na Litwie i niestety nie jest dostępna nawet na Allegro. Jeśli któraś z Was wybiera się na Litwę warto zwrócić uwagę na ten produkt. Oprócz odświeżenia nawilża też twarz, nie niszcząc przy tym makijażu. Kupiłam ją albo w Maximie, albo Rimi.
- NIVEA Tonik łagodzący - jak dla mnie najlepszy tonik. Mam cerę mieszaną i gdy używam żelu do cery tłustej, czy kremu na wypryski ten tonik dostarcza mojej skórze odpowiednią dawkę nawilżenia. Inaczej wyschłaby na wiór. Używanie jest bardzo przyjemne, ładnie pachnie, jest wydajny. Idealnie zmywa pozostałości makijażu, żelu, czy mleczka. Czasem przelewam go do pojemnika z atomizerem i po prostu spryskuję twarz.


- NIVEA Matujący krem nawilżający na dzień - mój absolutny ulubieniec. Pisałam o nim w poprzednim denku i ulubieńcach roku, także tam odsyłam.
 - COLGATE pasta do zębów Max White One - pasty z serii max white one są na prawdę dobre. Może nie wybielają, ale myją bardzo dokładnie. Po wypłukaniu zębów mamy wrażenie, że aż piszczą. Nie ma na nich żadnego osadu. Bardzo polecam te pasty, ale jeśli macie wrażliwe zęby to raczej nie do codziennego stosowania.


 - BATISTE Suche szampony - robiłam recenzję porównawczą tych szamponów z wersją dla brunetek i szamponem z Isany: klik
 - BIELENDA Łagodny 2-fazowy płyn do demakijażu oczu - dobry, ale nie rewelacyjny. Zmywa bardzo dokładnie, ale po dłuższym używaniu (dobre kilka buteleczek) może zacząć irytować i podrażniać skórę pod oczami.

To tyle jeśli chodzi o styczniowe denko. Większość produktów (jak nie wszystkie) przypadła mi do gustu, także miesiąc kosmetycznie dość udany. Jeśli chcecie zobaczyć wszystkie produkty, jakie polubiłam w styczniu zapraszam jeszcze w tym tygodniu na ulubieńców. ;)


wtorek, 4 lutego 2014

Batiste vs Isana - recenzja porównawcza suchych szamponów


Przepraszam, że w tym tygodniu nie pojawił się żaden post, wyjechałam w góry i internet okazał się tak kiepski, że tylko nocą jestem w stanie się z nim połączyć. Dziś mi się udało, więc korzystam z okazji i publikuję recenzję suchych szamponów;) 
( wiem, że ten fragment nie jest wyśrodkowany, niestety tego też nie dam rady poprawić)

Suchy szampon to must have w mojej łazience. Niestety mam przetłuszczające się włosy, które potrafią na ten sam szampon reagować codziennie inaczej. Raz są świeże dwa dni, a raz na drugi dzień mega przetłuszczone. Nie chcę myć ich codziennie, a nie czuję się dobrze w choć trochę nieświeżych włosach. Tu z pomocą przychodzi suchy szampon. Używam go co ok. 2 dni, chyba że moje włosy mnie zaskoczą i drugiego dnia będą świeże;)


Dziś porównam dwa (a w zasadzie trzy) suche szampony: Isanę i Batiste.
Producenci obu szamponów obiecują to samo: że włosy będą natychmiastowo odświeżone i uniesione.
Używamy ich psikając na całą głowę i wmasowując.

Isany używam od bardzo dawna. Odświeża włosy, biały puder da się wyczesać. Tyle mi wystarczało. Aż kupiłam Batiste. Na początku miałam wersję bez koloru (jak fresh na zdjęciu). Po użyciu tego szamponu włosy były jeszcze świeższe, a puder wyczesywał się stosunkowo łatwo. Niestety, jako że jestem brunetką zdarzało się, że gdzieś na środku głowy zostawała biała plamka. Musiałam wtedy jeszcze raz wyczesywać puder i układać włosy na nowo. Dlatego też zdecydowałam się na zakup wersji dla brunetek. Moim zdaniem odcień medium jest dla włosów o ciepłym odcieniu, a dark - o chłodnym. Używanie tego szamponu jest tak niesamowicie łatwe i szybkie, że powrót do Isany, czy Batiste bez koloru stał się bardzo wątpliwy. Co prawda przy odcieniu medium biała poświata jest widoczna, ale wystarczy poświęcić 5 sekund na wmasowanie produktu we włosy i nie widać, żebyśmy cokolwiek używały. Przy Batiste fresh trwało to dłużej... do kilku minut, a z Isaną bywało tak, że siwa poświata zostawała. 



Atomizery wszystkich szamponów są bardzo podobne. Nie widzę tu żadnej różnicy. Na pierwszym możecie zobaczyć kolor szamponu medium brunette.



Sposób działania atomizera jest również identyczny, co możenie zobaczyć na powyższych zdjęciach. 

Pod względem zapachu na pewno wygrywa Batiste wersja zapachowa (np. fresh). Gama zapachów jest bardzo duża i każdy znajdzie coś dla siebie.

Skład Batiste:

Skład Isany:
Butane, Aluminium Starch Octenylsuccinate, Alcohol denat., Parfum, Hexyl Cinnamal, Aqua, Distearyldimonium, Chloride, Isopropyl Alcohol

Rozbieżność cenowa między tymi produktami w regularnej cenie jest niewielka. Isana kosztuje 12 zł. w Rossmanie, a Bariste ok. 16-17 w Marrionaud. W promocji Isana potrafi kosztować 6 zł i wtedy różnica niestety jest już duża. Nie wiem, możliwe, że w Hebe zdarzają się promocje na Batiste, u mnie w mieście tej drogerii nie ma. Jeżeli w Waszym mieście nie ma Hebe czy Marrionaud możecie mieć problem z dostaniem Batiste. U mnie dostępny jest również na takim stoisku z naturalnymi kosmetykami i świecami Yankee Candle. Właśnie z powodu dostępności przez wiele miesięcy wybierałam Isanę. Wiem, że można Batiste kupić w internecie, ale jakoś nie mogłam się do tego zabrać.


Jeżeli chodzi o zwycięzcę, dla mnie jest to zdecydowanie Batiste wersja medium. Aplikacja jest szybka i wygodna, nie musimy martwić się o biały puder.. Ideał. Myślę, że przy nim już zostanę. Kusi mnie jeszcze wypróbowanie wersji XXL Volume. Dajcie znać, jeśli któraś z Was miała;)

czwartek, 30 stycznia 2014

Nails of the month - styczeń 2014


Dziś zaczynam serię paznokciową na moim blogu;) Pod koniec każdego miesiąca będzie pojawiał się post ze zdjęciami lakierów, jakie w danym miesiącu nosiłam i moją opinią o nich. Pojedyncze posty wydają mi się zbyt krótkie i nudne, dlatego postanowiłam robić zbiorcze.

Styczeń nie był zbyt kosmetycznym miesiącem. Miałam bardzo dużo spraw w szkole, chorowałam i nie miałam czasu na testowanie nowych kosmetyków. Jeśli jednak chodzi o paznokcie to moja choroba pozwoliła mi na malowanie ich częściej. ;P Gdy nudziło mi się w domu wyciągałam lakier i malowałam paznokcie;) Jest to świetny sposób na zabicie czasu.

Pod lakiery zawsze używam odżywki Eveline 8w1. Jako utwardzacz na lakier stosuję sealing top coat z Essence albo kropelki wysuszające ,również z Essence;)


1. MIYO Mini Drops 56 Super Star


Lakiery z Miyo to jedne z moich ulubionych. Mam około 6 buteleczek;) Są małe, niedrogie (na promocji w SuperPharmie 1.99zł) i bardzo wygodnie się aplikują. Nie trzymają się nie wiadomo jak długo, ale nie ma tragedii. Kilka dni na pewno wytrzymają. Jeżeli nałożę na ten lakier top z essence trzyma się ok.3-4 dni. Jeśli się spieszę i użyje kropelek wysuszających z essence niestety tylko ok 2 dni. Jeżeli jesteście zainteresowani osobną recenzją tych lakierów i porównaniem jakości poszczególnych odcieni dajcie znać;)

2. LOVELY Snow Dust nr. 1


Skusiłam się na ten lakier po zdjęciach na blogach. Wygląda przepięknie. Jak nałożyłam go na paznokcie pomyślałam, że wyglądałby pięknie na ślub. W końcu pomalowałam nim paznokcie na wesele, co prawda nie moje, ale i tak;) W sumie miałam go w tym miesiącu na paznokciach dwa razy. Trwałość jest średnia, już trzeciego dnia odpryskuje dość mocno, ale przy takich lakierach nie widać, jeśli coś tam w trakcie domalujemy;) Zmywanie to koszmar, jak większości brokatowych lakierów. Uważam jednak, że dla efektu warto. Jeśli Wam się podoba biegnijcie do Rossmanna, bo to limitowanka. 

3. WIBO Express Growth nr. 396


Temu lakierowi nie mam nic do zarzucenia, jednak nie jest moim ulubieńcem. Trwałość średnia, ok 3 dni w nienaruszonym stanie. Krycie również średnie. Dwie warstwy nieznacznie prześwitują. Aplikuje się dość przyjemnie i jest tani.

4. MIYO Mimi Drops niestety na tej buteleczce nie ma koloru


Jak lubię lakiery z tej firmy, tak ten nie przypadł mi do gustu. Kolor ładny, jednak ja nie przepadam za perłowymi odcieniami. Na niego użyłam kropelek z Essence i jak widać na zdjęciu (po jednym dniu) nie prezentuje się zbyt ładnie. Fakt, że poprzedniego dnia piekłam ciasto i zmywałam stos naczyń, ale i tak kiepsko się sprawdził. Może jakbym nałożyła top coat zamiast kropelek byłoby inaczej, nie wiem. Dlatego nie wydaję jednoznacznej opinii. Na razie nie polecam. Może coś się zmieni;)

To tyle jeśli chodzi o styczniowe lakiery. W sumie malowałam paznokcie 5 razy czterema kolorami. Jak na mnie całkiem sporo. Zobaczymy jak mi pójdzie w następnych miesiącach. Robienie tych postów to świetna motywacja do malowania regularnie paznokci;)

wtorek, 28 stycznia 2014

Rimmel Wake Me Up vs Ladycode CC Cream



 Dziś zapraszam na porównanie moich dwóch ulubionych podkładów;)
1. Ladycode (Bell dla Biedronki) CC Cream w kolorze 01 Natural
2. Rimmel Wake Me Up w kolorze 100 Ivory i 103 True Ivory (lato)

Opis producenta i skład:


( przepraszam za jakość tych zdjęć. Mój aparat nie lubi fotografować napisów :<)

(od lewej: Ladycode, Rimmel 100, Rimmel 103)

Konsystencja obu podkładów jest bardzo kremowa. Nie podkreślają  suchych skórek, rozprowadzają się bardzo łatwo (używam gąbki). Jak widać na zdjęciu Ladycode i Rimmel 100 mają prawie identyczny kolor. Powiedziałabym, że Ladycode jest bardziej beżowy. Rimmel 103 to mój letni kolor i wtedy pasuje idealnie. 


Bardzo dobrze dopasowują się do koloru skóry. Nawet ten ciemny kolor się wtopił. Można zauważyć, że Ladycode jest trochę widoczny, a to dlatego, że jest gęstszy. Na twarzy się nie odznacza, ale dzięki temu, że jest taki zbity, mocniej kryje niż Rimmel. Kupując krem cc liczyłam na lekkie krycie, a raczej wyrównanie kolorytu, jednak pozytywnie się zaskoczyłam. Kryje najlepiej z podkładów jakie do tej pory miałam okazję testować. Rimmel Wake Me Up ma w sobie drobinki, które pięknie wyglądają w słońcu. Gdy się go przypudruje nie wygląda to na brokat tylko ładny błysk. W sztucznym świetle trzeba uważać, bo może dziwnie świecić i  wyglądać jakbyśmy posypały twarz brokatem. Z tego powodu wolę używać go wiosną i latem, kiedy mamy dużo słońca. Zimą raczej stawiam na Ladycode.


Aplikacja: Rimmel zdecydowanie wygrywa w tej dziedzinie. Pompka jest bardzo wygodna. Dozuje odpowiednią ilość produktu. Ladycode ma zwykłą dziurkę na dole, która jest dość mała. Produkt się nie wylewa, ale na pewno robi więcej bałaganu niż pompka.


Podsumowując: świetne podkłady do cery normalnej w kierunku suchej. Ja mam mieszaną i też się sprawdzają, tylko trzeba koniecznie je przypudrować. Aplikowane gąbką wyglądają bardzo naturalnie. Wake Me Up ma drobinki, które powodują, że nasza cera ma być świetlista i pobudzona. Niestety w niektórym oświetleniu nie wygląda to dobrze. CC Cream lepiej kryje, jest gęstszy i ma bardziej beżowy kolor. 


Jako zwycięzcę wybieram CC Cream z Ladycode, ponieważ zależy mi na kryciu i nie muszę się martwić, mając go na twarzy, o to, czy drobinki w danym świetle nie wyglądają sztucznie. Również cena jest bardziej przyjazna. W biedronce zapłaciłam za niego 9,99 zl, gdzie Rimmel kosztuje bez promocji ok 40 zl. Nie wiem tylko czy ten produkt jest dostępny w szafie Bell. Dajcie znać, jeśli wiecie;)

Dajcie również znać czy miałyście te podkłady i co o nich sądzicie;>
Mam jeszcze do Was 2 pytania: Jaki dobrze kryjący korektor na niedoskonałości polecacie i czy znacie program w którym można robić kolaże, ale żeby zdjęcia nie traciły na jakości?
Pozdrawiam ; )